Kolejny wpis od mężczyzny dla mężczyzn (acz nie tylko)

Kolejny wpis od mężczyzny dla mężczyzn (acz nie tylko),
czyli sprawa będzie niby o jedzeniu ale od jedzenia ważniejsze bywa picie i na tym się skupimy. A to z powodu odbywającego się właśnie festynu wina w Stutgardzie gdzie mieliśmy okazję się niedawno bawić.

Generalnie jest tak, że jak mówimy o winie to myślimy Toskania (bardzo modna m.in. za sprawą pana Konrada) tudzież Francja generalnie. Co bardziej zainteresowani mają przed oczami byka i krzyczą Rioja Ole, a jeśli akurat wróciliśmy z wakacji z ciepłych krajów możemy mieć też skojarzenia z Bułgarią, Grecją czy Chorwacją. Natomiast niemal nikt nie pomyśli o pięknej Germanii, kraju świetnych samochodów i ślicznych oszczepniczek o filigranowej figurze Hulka Hogana. A to błąd! Bowiem Niemcy dzięki ciężkiej pracy, dobremu marketingowi i znajomości w odpowiednich kręgach UE są bardzo dużym producentem win popularnych także w Polsce (wystarczy przejść się na stację benzynową i poprosić reńskie ‚Muttermilch’. Rejonów produkujących wino w Niemczech jest kilka, ale my oczywiście skupimy się na Stutgarcie i okolicach.

Generalnie ten region jest bardzo mocno uprzemysłowiony – Bosch i Mercedes zajmują tu naprawde duże obszary, do tego Stuttgart jako miasto leżące w dolinie posiada jedno z największych stężeń spalin, Feinpartikel i innego świństwa w całych Niemczech. Oczywiście jeśli się o tym nie wie to widok upraw winnych opadających stromymi zboczami do samego centrum miasta jest piękny i niezwykle romantyczny. Rzecz w tym, że większość miejscowych o tym wie i sami mówią o swoim winie, iż w tamtejszym trunku nie mierzy się zawartości alkoholu tylko oktan. Na nasze szczęście jednak większość upraw leży z dala od ruchliwych arterii miasta co można podziwiać wybierając się na urokliwą wycieczkę po tzw. Weinstrasse. No dobrze, ale my tu gadu gadu, a chcieliśmy przecież porozmawiać nieco o samym festynie w Stutgardzie! Zatem od razu najważniejsze: większość czerwonych win nadaje się co najwyżej do marynowania mięsa natomiast różowe i białe są naprawdę fajne.

Może nie są to zbyt skomplikowane wina ale nawet te wytrawne zawierają dość słodyczy żeby smakować także paniom. Na dodatek są one wszędzie podawane w odpowiedniej temperaturze co widać po mgle na kieliszkach. W upalne popołudnie późnego lata ciężko sobie wyobrazić coś lepszego od odrobiny schłodzonego Riesling’a, Mueller-thurgau, czy jednego z naszych ulubionych różowego Schwarzriesling’a. Wróć! Po ponownej wizycie na festynie status ulubionych (plus żółtą koszulkę lidera) otrzymały Kerner i Grauburgunder ;)

A co można do tego zjeść? No cóż… tu jesteśmy skazani na regionalne smaki i nie ma przebacz: kiszona kapusta z kluskami, nereczki z pieczonymi ziemniakami, flaki (tak, tak, flaki), ichnia kiełbasa z grila (zazwyczaj elektrycznego), Maultaschen czy też dość osobliwa sałatka z… sera i wędliny (jedyna roślina w tej sałatce to cebula i ogórek, ale to dobrze, sami mamy znajomego, który z warzyw to najbardziej lubi wołowinę). Owszem niektóre z tych rzeczy są zjadliwe, niektóre nawet smaczne, ale generalnie polecałbym zacząć od wina, pić do posiłku wino, a i na zakończenie poprawić… bo ja wiem… może winem?

Gwoli dokładności kronikarskiej podam jeszcze ceny. Otóż za kieliszek 0.1 (z tym, że zwłaszcza wieczorem sprzedawcy leją to wino szczodrze i nie trzymają się aptekarskich standardów) trzeba zapłacić od 2.2 Euro + kaucja. Dużo? Mało? Butelka analogicznego wina kosztuje w sklepie 3 Euro. No, może 4. Ale w sklepie nie kupi się atmosfery ani tymbardziej kiszonej kapusty z kluskami. Więc bez marudzenia. Poza tym w cenie wliczona darmowa lekcja Szwabskiego akcentu! I tu nie było pomyłki – Szwabia to nazwa tego regionu, a nie próba urażenia tutejszych mieszkańców (co biorąc pod uwagę krzepę cór tej ziemi byłoby mocno nierozsądne).

http://www.stuttgarter-weindorf.de

One Comment Add yours

  1. No właśnie..jeśli chodzi o wina to Niemcy przychodzą na myśl jako ostatni…to już nawet RPA ich w skojarzeniach wyprzedza. A przecież w niemieckiej Dolinie Mozeli (piękne winnice!) wytwarza sie całkiem niezłe riesliengi i pinot gris. Warto wypróbować, choćby dla porównania z tymi francuskimi :):) Pozdrówki :) P.S. Właśnie nadrabiam zaległosci w lekturze Twojego bloga ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s