Od kobiety do kobiet: KIAP, YISHU!! – czyli mój hero na warsztatach Taekwondo

Jak każdy samiec alfa, mój życiowy hero chodzi dwa, trzy razy w tygodniu by w coś pokopać i przy tym pokrzyczeć. Czytaj: taekwondo. Ja nie narzekam bo wtedy mam czas dla siebie. Czytaj: biegam lub idę na fitness lub po prostu byczę się w domu: czytam, oglądam serial lub robię sobie domowe SPA /idę do SPA, spotykam się z koleżankami i takie tam. Obie strony są zadowolone i obie radośnie czekają by znów razem się spotkać. Oczywiście czasem są awantury w stylu: Miałaś/Miałeś wrócić wcześniej!! No, ale oczywiście to są tylko wyjątkowe sytuacje i rzadko się zdarzają (jak wiecie mój hero czyta ten blog, dlatego piszę wersję oficjalną, już przez ze mnie ocenzurowaną – tak na wszelki wypadek:))

Taekwondo. Pasja mojego mężczyzny. Najpierw podchodził do tego nie ufnie: eeee, tak daleko na treningi…? Ale teraz dwa razy w tygodniu a nie trzy to dla niego spadek formy. Co chwila uderza w framugę drzwi krzycząc: ISHA! Lub przyłapuję go na robienia „hjonu” w dużym pokoju. Ja oczywiście go poprawiam i instruuje go , bo ja wiem jak powinno się to robić (czytaj: mam talent wrodzony do tkd (taekwondo) na razie przez nikogo niesprawdzony, ale gdyby ktoś jednak by mnie sprawdził NA PEWNO okazałoby się, iż takowy mam!).

W pewnym momencie naszego związku była groźba powieszenia worka treningowego w jednym z pokoi, ale moja wrodzona przebiegłość (ah! Kobietą jestem, cóż poradzę!) uratowała pokój i worek wylądował w piwnicy. Od tego momentu, moje Kochanie chodziło tam i trenowało kopnięcia. Bo wiecie, by uzyskać kolejny pas trza kopnąć w nóżką w dechę. I ta decha ma się złamać. I to jest cały urok taekwondo (od strony wizualnej): ciekawie kopnąć, bądź walnąć by się coś rozwaliło. A w co? To filmik poniżej:

Mój Mężczyzna uczęszcza do tradycyjnej odmiany taekwondo, więc kontaktu bezpośredniego tam nie ma (by tylko spróbowali!) i aby sprawę jeszcze bardziej skomplikować sprawę chodzi do szkoły Kwon, Jae-Hwa.
Jak widzieliście na filmiku, w tym roku mija 45 lat istnienia tej szkoły w Europie. I my, zostaliśmy poproszeni by pomóc w organizacji. Ja – bym robiła zdjęcia i przygotowała ciasto (kierując się radą moich rodziców upiekłam to co już znałam: trochę innych jabłecznik z tą różnicą,że zamiast jabłek dałam truskawki). Mój Hero do całej reszty.

Na całych warsztatach było bodajże 200 osob dlatego oczywiście nie tylko ja robiłam coś słodkiego. Prócz mnie było jeszcze 10 lub więcej innych kobiet piekących słodkości i przygotujących kanapki (pochwalę się: też pomagałam:D).

Duże tego, prawda? Oczywiście były lepsze i gorsze ciasta. Królowały muffiny (Niemcy okazuje się mają też małego hopla na ich punkcie). Nam jednak smakowało przede wszystkim jedno ciasto

I tak pałaszując to cudeńko..oglądałam pokazy wspomnianych już kopnięć nóżką w dechę. Dla ciekawości, są różne deski dla kobiet, dla mężczyzn i dla dzieci (bodaj też). I wierzcie mi lub nie ..ale jednak to działa na kobietę, jak taki przystojny mężczyzna walnie w dechę, ona się rozbiję a on krzyknie: KIAPP!

Koniec części pierwszej…CDN…….:)

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. vanilla pisze:

    z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. KIAP!!!!

  2. Gość pisze:

    vanilla nie psuj desek ;)

  3. vanilla pisze:

    muszę. Moc jest ze mną :D

  4. justgreatfood pisze:

    O rety, ileż pysznych rzeczy było na tym stole! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s