Emigracyjna kuchnia – sałatka ziemniaczano-jabłkowa

4 maja wyjechałam na miesięczny wyjazd służbowy. Zamieszkałam w uroczym mieście i w uroczej malutkiej kawalerce z malutką kuchnią. Jest jeden myk. W tej malutkiej, uroczej kuchni nie ma porządnej kuchenki. Są dwa palniki elektryczne, mikrofalówka plus toster. Brak de facto blatu. Doskonałe wyposażenie dla osoby, która żywi się w domu okazyjnie a wszystkie lunche, kolacje je w restauracjach. Ja nie zamierzam jeść każdego dnia w kantynach lub restauracjach. Dlatego można by rzec: „Houston we have a problem”.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta sytuacja jest tragiczna i powinnam strzelać tak zwanego focha. Ale dla mnie to po prostu ciekawe wyzwanie. Kuchnia przecież posiada wszystkie potrzebne naczynia, sztućce oraz przyrządy do przygotowania jakimś tam potraw. I te JAKIEŚ potrawy trzeba tylko odkryć , znaleźć i przyrządzić. Poza tym.. powiedzmy sobie szczerze – klasa kucharza polega na tym w jakich warunkach, czym i za co potrafi coś przygotować. I ja podjęłam to wyzwanie. Przypomina mi to pewien reality show bodaj na kuchnia.tv o zawodowych kucharzach, którzy mieli przygotować coś dla mam. Danie to miało być zjadliwe, smaczne i dobrze wyglądające PO odgrzaniu w mikrofalówce. Większość kucharzy dramatyzowało, że to ich poniża. Bez komentarza.

Ja oczywiście nie uważam się za zawodowego kucharza..(bez przesady aż taka zadumana w sobie to nie jestem ;) – blog kulinarny to nie znaczy być kucharzem na miarę gwiazdki Michelin’a) ale uważam się za osobę, która stara sobie dać radę w każdej sytuacji i nie biadoli z braku piekarnika i innych bajerów : ) Pomijając brak kuchenki, istnieje kolejny problem – nie kupię przecież wszystkich przypraw lub innych frykasów w sklepie obok, które sama zbierałam przez parę miesięcy w domu. Jestem tutaj tylko 30 dni.

I tak dzisiaj przeszedłszy się wzdłuż rzeki w porze obiadowej wróciliśmy do uroczego mieszkanka i przygotowałam obiad. Kurczak z ziemniakami. Kurczak przygotowałam w mikrofalówce bo nie chciałam nic smażonego. Pogoda tutaj jest przepiękna – około 28 stopni dlatego każda ciężka potrawa odpadała. Ale nie o kurczakach chciałam dzisiaj opowiadać;) O nich później. Dzisiaj o ziemniakach będzie mowa: )

Nie chciałam podać po prostu ugotowanych ziemniaków. Takie spotyka się wszędzie..a pieczone odpadały –z wiadomych już powodów. I nagle wpadł mi do ręki przepis z „Natuerlich” z marca. Zmodyfikowaliśmy z powodu ciepłej pogody ..i wyszło przepyszny dodatek do mięs. Bardzo polecam!

Sałatka ziemniaczano-jabłkowa

Składniki
3-5 młodych ziemniaków
1 cebula najlepiej z dymki
Szczypior – z dymki
Sok z cytryny
1 jabłko
Masło
Sól, pieprz, dowolne zioła

Jak robić

Cebulę pokroić, skropić obficie sokiem z cytryny i odłożyć na bok. Ziemniaki umyć i wrzucić do posolonej wody. Ugotować do miękkości. W czasie gotowania się ziemniaków pokroić szczypior i wrzucić do dużej miski (w tej co będzie już cała sałatka). Umyć jabłko, wydrążyć i pokroić dowolnie. Jak ziemniaki będą już prawie gotowe, jabłka wrzucić do na patelnię gdzie będzie już roztopione masło. Podsmażyć delikatnie tak by jabłka nadal były twardawe i nie rozwalały się. Wrzucić do miski ze szczypiorem. Ziemniaki odcedzić, pokroić w plastry i dorzucić do jabłka. Na koniec dodać cebulę namoczoną w soku z cytryny. Posypać solą, pieprzem i dowolnymi ziołami. Podawać do razu jak jest gorące.

Sałatka jest przepyszna, lekka. Doskonała na obiad przy otwartym oknie ..na tarasie. Cebula zmacerowana przez sok jest mięciutka i doskonale komponuje sie z jabłkiem!

Miłej reszty niedzieli i smacznego !

A tu zdjęcie ze spaceru:

Ps. A propos..gdybyście mieli wybierać..co musi być koniecznie w Waszej ultramałej kuchni na emigracji?

Pss. Bardzo, bardzo proszę o głosy w konkursie: http://www.kulinarnyblogroku.pl/przepisy/pokaz/?id=183
I WIELKIE DZIĘKI dla tej jednej osoby, która dla mnie zagłosowała!! : )

Reklamy

11 Comments Add yours

  1. slyvvia pisze:

    Pyszna musi być ta sałatka. Jeszcze takiej nie jadłam.

  2. blue_megi pisze:

    czy to miasto to nie przypadkiem Basel? ;)

      1. blue_megi pisze:

        mieszkałam tam przez parę miesięcy i też poznałam smak życia bez kuchenki :)

      2. smacznydom pisze:

        hahaha:) czyli znasz ten ból? :)

  3. Ania pisze:

    Świetny obiadek:) Taka mała kuchnia kojarzy mi się ze studenckimi czasami i gotowaniem w akademiku – średniej wielkości garnek i patelnia to wszystko czego Ci tak naprawdę potrzeba:) Reszta to już „umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach” np. wałek z butelki po winie:)

  4. Bazylea jest piekna!! Jesli bedziesz miala okazje to idz to ogrodu zoologicznego, podobno bardzo piekny! Nie mialam okazji do tej pory tam byc, ale wybiore sie w lato.

    A jesli chodzi o salatke, to powiem Ci, ze brzmi bardzo wiosennie i zachecajaco! Na pewno jest sycaca :) Czyli idealny posilek emigracyjny – strzal w dziesiatke :)

  5. P.S. A jesli chodzi o zycie bez prawdziwej kuchi, to swojego czasu bylam w tym mistrzem :DD I musze przyznac, ze to jest jendo z najmilszych doswiadczen, jakie mialam okazje kulinarnie przezyc ;) Przeciez trzeba miec w sobie cos z Beara Gryllsa ;)

  6. lutka40 pisze:

    Lekka, pewnie pyszna .Do zrobienia

  7. malestwory pisze:

    Jak jest mikrofalówka, to jest i popcorn :D Do życia wystarczy :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s