Pocieszenie weekendowe 6 – Upragniony pączek

Drogie Panie/Panowie

Zaczęło się to wszystko przeszło tydzień temu. Już nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Każda nasza rozmowa poranna zawsze się kończyła na tym samym:
Musimy go zjeść„. Tęsknota za nim doprowadzała nas do niepotrzebnych nerwów a czasem (wstyd przyznać) do kłótni codziennych pod tytułem:
Usmażysz go wreszcie czy nie?!” Próbowaliśmy różnych sposobów by uśmierzyć nasz ból. Kupowaliśmy jakieś podróby..ale niestety to nie to samo.
Po zjedzeniu takiego klonu ( a wiadomo, klon to nie to samo. Patrz film”Multiplicity”.) czuliśmy się jeszcze gorzej. Wiadomo: domowe to domowe:).
Dlatego wreszcie zacisnęliśmy zęby (proszę czytaj: ON zacisnął a ja wraz z nim bo taka rola drugiej połowy by wspierać i być na dobre i na złe) i czekaliśmy
do weekendu, bo tylko wtedy niestety obydwoje mamy czas na robienie smażonych słodkości.I nadszedł wreszcie ten czas…

Sobota rano 09.00

Otwieram oczy (jeśli ktoś wspomni, że to strasznie późno ugryzę!)

„To ja wstaję, robię śniadanie i biorę się za pączki”
„Moje Ty Kochanie…….
„Ale Ty idziesz po pieczywo”
„Dla pączek zrobię wszystko!”
„I mleko oraz masło…a jajka…wiesz co…mógłbyś także….to wiesz zaraz zrobię listę”
„……”

No cóż..przyznaję..trochę wykorzystałam biedaka…

Sobota 12.00

Moja druga połowa patrzy z namaszczeniem jak przygotowuje składniki

(Przepis podstawa wzięty z „Moje wypieki” (Pączki luksusowe) ale zmieniony…pod wpływem chwili – jak zawsze:D)

Uwaga, przepis jet podany na około 20-22 pączków

– 400 g mąki
– 4 żółtka
– 50 g masła roztopionego
– niepełna 1/4 szklanki cukru
– 1/2 cukru waniliowego plus zapach waniliowy
– około 13 g drożdży instant
-3/4 szklanki mleka
– trochę większa szczypta soli
– łyżka grand marine ( jednak teraz byśmy dali dwie )
– płatki migdałowe
– żurawina

LUKIER
1/2 szklanki cukier puder
1 łyżki gorąca woda
sok z cytryny

tłuszcz do smażenia: olej, smalec

1. Przesiać mąkę i dodać do niej: drożdże, żółtka, cukier, cukier waniliowy, zapach, sól, mleko, alkohol. Trochę wyrobić a potem dodać rozpuszczone masło.
Jak podała pani Dorota, postarać się by nie dodawać więcej mąki. Ciasto może się trochę lepić do ręki. Pozostawić do wyrośnięcia. Ja zostawiłam 1,5h lub nawet dłużej..z przyczyn technicznych:D

2. Ciasto rozwałkować i wykrawać kółeczka o grubość około 1 – 1,5 cm. I zostawić do wyrośnięcia. I tutaj mamy dylemat. Dodawać dżem czy nie?
Ja chciałam ale moja druga połowa zaczęła się bać o pączki mówiąc: „A jak jedno będzie źle sklejone..to co? Stracimy go…a szkoda…
Dlatego zrezygnowałam z pomysłu..nadziewania dżemem w ogóle bo szprycy nie mam ( na razie! hahaha )

3. Rozgrzać olej w naczyniu żaroodpornym i smażyć pączki. Warto przeczytać o smażeniu u Pani Doroty „Moje wypieki”

4. Zrobić lukier polać na pączki i posypać żurawiną i płatkami

Dodatkowo;

Przygotować od razu herbatę, bo na pewno się przyda.
Wydawać pączki drugiej połowie w odpowiednich porcjach. Bo mój Pan właśnie..ma kaca, że zjadł 4 lub 5..i poszedł kopać w worek treningowy..:)
Jeśli boicie się o drugą połowę a także o swoją linię..to można część pączków dać swoim sąsiadom. Oni będą szcześliwi a my będziemy mieć u nich duży plus
oraz figurę z zeszłego roku:)

Reklamy

11 Comments Add yours

  1. Dzisiaj chyba nie tylko ja neguje czekoladowy weekend. Pączki, to mi się już dawno marzą. Dobre pączki. I chyba właśnie znalazłam.

    1. smacznydom pisze:

      a bo ja tak zawsze pod prąd;) ciasteczka z czekoladą miałam wcześniej:D

      Dziękuje:) i pozdrawiam!

  2. margot pisze:

    a ja w tym roku jeszcze pączków nie smażyłam i chętnie bym się poczęstowała twoim

  3. piegusek1976 pisze:

    ja też dzisiaj najedzona pączkami tym razem od teściowej :)) pozdrawiam

  4. mollisia pisze:

    O, pączki! No cóż, ja to raczej nie nadaję się do ich smażenia. Jakiegoś hopla mam na punkcie smażonego. Znaczy – zaczyna mnie mdlić, jak coś przesiąka tłuszczem. I zapewne od razu chciałabym robić wersję „light”, która by mi nie wyszła (pesymistyczne założenie, prawda, ale niestety potwierdzone…). Dlatego albo pączków nie jem (wyjątek: tłusty czwartek), albo… staram się nie patrzeć/ nie myśleć a przede wszystkim nie kupować.
    Oczywiście przesadzam – od dawna walczę z moim przesadyzmem, ale nic na siłę. Nie mam stalowych jelit. Tylko raczej te z gatunku „jajko na miękko” – wystarczy jeden błąd/ coś nie ta i już mój układ trawienny nie domaga (nic gorszego jak uczucie, że tłuszcz „stanął na żołądku”).

    Twoje jednak wyglądają bardzo apetycznie. Zwłaszcza przekrój – od razu widać, że domowe. Żurawina pięknie się prezentuje z białymi płatkami migdałów.
    I wiesz co? Na pewno by mi smakowały :)

    1. smacznydom pisze:

      Mollisia-> rozumiem..i moja połowa też rozumie..dlatego jemy tylko na karnawał..a potem intensywnie ćwiczymy :)
      a wolimy domowe bo wiemy ile tłuszczu daliśmy..w kupionych nie wiemy zupełnie:)

      :)

      Pozdrawiam!! :)

  5. eve pisze:

    wyglądają obłędnie! nie dziwię się, że Połówek tak bardzo na nie czekał :D

    planowałam zrobić dla mojego na tłusty czwartek, zabierze część do pracy :))) i szukałam przepisu, a TE Twoje wyglądają tak, że już nie szukam :D

    pozdrawiam ciepło!

  6. smacznydom pisze:

    uwaga! poprawiłam ilość drożdży:)

  7. o tak, zdecydowanie upragniony. Przepis mnie przekonał, robię!

  8. Ślicznie wyglądają, bardzo spręzyste, nie gumowate. I ten lukier… Zjadłabym takiego pąka :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s