Raport specjalny: podrywanie na gotowanie czyli wpis od mężczyzny dla mężczyzn.

Statystycznie rzecz ujmując 99% mężczyzn gotować nie potrafi bądź się nie przyznaje, że potrafi. Ale umiejętność przygotowania czegoś ciekawego na tzw. ‚ząb’ bywa bardzo przydatna: primo możemy sobie zaskarbić wdzięczność płci pięknej
– a wiesz, on dla mnie wczoraj przygotował romantyczną kolację
– oooo to takie słoooodkie
;)
Po drugie są okazje kiedy wypadałoby zaprosić wybrankę do restauracji, jak na przykład w zbliżające się właśnie walentynki. A wypad taki kosztuje. Dlaczego by więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie ugotować coś samemu? Zasłużymy wtedy na chwałę, nasze czyny będą nagłaśniane przez rok cały, a do tego zaoszczędzimy. O poczuciu dobrze spełnionego zadania nie wspomnę ;)
Skoro już podjęliśmy się zadania zastanówmy się co mamy ugotować, jakie warunki musi spełniać przepis? Pierwszy warunek jest dość oczywisty – musi być prosty i (wybaczcie określenie) idioto-odporny. W końcu chcemy przez rok cały być chwaleni, a nie być źródłem kpin i żartów
– i kiedy ha ha ha on wyjął na stół taką czarną bryłę i polał to balsamico ha ha do drzwi zadzwoniła straż pożarna ;)
Jaki powinien być drugi warunek? Danie musi być wykwintne albo przynajmniej na takie wyglądać, jak wiadomo dobry bajer to pół roboty i tego będziemy się trzymać!
Trzeci warunek to taki, żeby przepis dawało się rozszerzyć – czyli wersję podstawową potrafiłby ugotować średnio rozgarnięty orangutan, zaś wersja zaawansowana była pokazywana gdzieś w telewizji i można się powołać na autorytet (przypominam – bajer).
Moim zdaniem przepisem, który spełnia wszystkie 3 kryteria jest (fanfary) Ryba w Soli. Czego będziemy potrzebować:
– jedna ładna morska ryba (ja proponuję doradę), albo nawet dwie (dlaczego dwie o tym niżej)
ryba musi być w całości (z głową) i wypatroszona, łuski mogą zostać

how much is the fish

– kilogram gruboziarnistej soli, najlepiej himalajska ze sklepu ze zdrową żywnością *)
– cytryna
– natka pietruszki **)
– olej **)
– ziemniaki **)
– płatki migdałowe **)
– masło **)
*) naprawdę w to uwierzyliście? :) Oczywiście żadna tam himalajska, kupujemy najtańszą jaka jest byle była gruboziarnista
**) wszystko z tymi dwoma gwiazdkami to taka wersja zaawansowana. Natka jest tu konieczna – tą wariację zapodała Nigella w swoim programie przy okazji innego przepisu ale natka smażona jest tak genialna, że biorę ją niemal zawsze do ryby. Natomiast ziemniaki z masłem migdałowym to po prostu przystawka, można tu dodać cokolwiek innego, ja osobiście najbardziej lubię grzanki (co też będzie widać na zdjęciach), ale ziemniaki polane masłem, w którym pływają płatki migdałów z pewnością ładnie wyglądają.
No dobrze, to już mamy wszystkie składniki – zaczynajmy. W naczyniu żaroodpornym kładziemy folię aluminiową. Kładziemy ją po to, żeby łatwiej wyjąć całą rybę, stąd wniosek, że jeśli mamy taką dużą blachę do piekarnika to możemy położyć folię na tą blachę. Na tak położoną folię sypiemy sól, żeby utworzyć ok. półcentymetrowej grubości „łoże” dla ryby. Możemy tą sól lekko skropić wodą żeby się „trzymała”. Na tak przygotowany spód kładziemy umytą wcześniej rybę. Ryby nie przyprawiamy! Jedyne co możemy zrobić to zaraz po przyjściu ze sklepu (i umyciu rybki) skropić ją wewnątrz sokiem z cytryny. Ew. można do środka włożyć gałązki jakiś ziół. Ale bez przesady, który facet ma pod oknem doniczki z rozmarynem.
Jak ryba już leży i sobie odpoczywa to posypujemy ją znowu solą.

Po całości, tak żeby ryby nie było widać. Możemy znowu skropić sól wodą. Generalnie przypomina to zabawę w piaskownicy – staramy się schować rybę w ‚babce z piasku’ – tyle że tutaj zamiast piasku mamy sól. W międzyczasie powinien się piekarnik już nagrzewać. Tak w około 180st. pieczemy rybę przez jakieś 20 minut. Jeśli potrzymamy ją ciut dłużej też się nic nie stanie – taką rybę bardzo ciężko przypalić :) Do ryby możemy przygotować wspomniane ziemniaki (obrać, wrzucić do wody, gotować aż będą miękkie, na patelni rozpuścić łychę masła, wsypać w to łyżeczkę płatków migdałowych, podrumienić, polać ziemniaki).
Zasadniczo to koniec przepisu, a właściwie wersji podstawowej. Proste jak budowa cepa, nieprawdaż? :) No ale mamy jeszcze wersję zaawansowaną ;) znaczy z natką pietruszki. Ta wersja dopiero bowiem spełnia 3 warunek. Natka powinna być umyta i dokładnie wysuszona. Jeśli tak jest to rozgrzewamy na patelni olej. Robimy to jak ryba już jest gotowa lub prawie gotowa. na rozgrzany olej, trzymając pokrywkę jak tarczę wrzucamy natkę pozbawioną grubych części łodyg. Tzn. małe łodyżki mogą jak najbardziej być, to nie powinny być same liście. I teraz jeśli natka była naprawdę sucha po ok. 30 sek. może minucie będziemy mieli chrupiący delikates, w przeciwnym wypadku będzie strasznie strzelał tłuszcz, my przykryjemy wszystko pokrywką, para wodna zostanie zatrzymana i zamiast chrupiącej natki będziemy mieli… gotowaną. Co też nie jest złe ale jednak to nie to samo.
Rybę wyjmujemy z piekarnika i trzymając uważnie za folię kładziemy np. na desce. Teraz musimy ją obrać z płaszczyka solnego i możemy podawać.
W idealnym układzie zdejmiemy skórę i podamy na talerzu filet. Ale to jest dość trudne, dlatego na początku wspomniałem żeby kupić może 2 mniejsze rybki i po prostu podać rybę ze zdjętą skórą, ale bez filetowania. Obok rybki kładziemy połówkę cytryny, natkę pietruszki i w moim przypadku grzanki (a w Waszym może ziemniaczki). W ten sposób przygotowana ryba jest bardzo soczysta i smaczna i co może równie ważne dietetyczna. Podana w ten sposób z kieliszkiem białego wina po prostu musi zrobić wrażenie :)

I tym kończymy raport specjalny. Udanych prób z walentynkowymi przepisami, ja się ulatniam i ‚oddaję’ bloga gospodyni :)

 

 

12 Comments Add yours

  1. smacznydom pisze:

    Chciałam tylko napisać, że ta ryba jest pyszna…i po prostu…naprawde skuteczna:)

  2. vanilla pisze:

    pragnę zauważyć, iż owa ryba się uśmiecha – musiało byc wesoło w kuchni :D
    szacun dla autora. Na prawde – smerfastycznie :)

  3. Fuchsia pisze:

    Faktycznie się uśmiecha! A jako, że ryba nie dość, że jest pyszna, to dietetyczna to powinna zostać docenioną przez każdą kobietę

  4. mollisia pisze:

    O, jakiś nowy autor ;) Pozdrawiam!
    Ryby są naprawdę pierwszorzędne! U nas w domu je się je bardzo często i w bardzo wielu odsłonach. Zdrowe są, to nie podlega żadnej dyskusji, a do tego pycha. Na szczęście nie muszę patrzeć, jak się je… patroszy. Chociaż one mają trochę taki jakby… tępy wzrok. Jakby były z deczka głupawe, żadnych emocji… Ale cóż, przynajmniej są smaczne ;)
    (Powiedziała co wiedziała, co? ;p)

  5. autor goscinny pisze:

    Dziękuję i cieszę się, że się podoba :) Ryba się uśmiecha bo.. no cóż, wiedziała, że trafi na okładkę, pozowała jak najlepiej umiała ;)
    mollisia-> tak sobie myślę, może lepiej, że patrzą bez emocji? Przyznam szczerze, że jakby martwy zwierz patrzył na mnie wzrokiem pełnym głębokich uczuć to bałbym się, że cierpię na paranoję :D

  6. Maggie pisze:

    Bardzo prosty przepis – mysle, ze nawet moj Pan Dwie Lewe Rece by sobie poradzil ;) Wersje podstawowa juz gdzies jadlam, wersja zaawansowana kusi bardzo.

  7. kasia pisze:

    Widzialam cos podobnego u Jamiego:) Ale balam sie kombinowac w kuchni, a teraz mam dowod, ze sposob dziala!
    Pozdrawiam!
    http://www.lejdi-of-the-house.bloog.pl

  8. aniado pisze:

    Przeczytałam z duuużym zainteresowaniem! Wspaniale napisane! Ciekawie, z humorem, a jednocześnie bardzo profesjonalnie podany przepis na rybę w soli i na… „jak zaimponować kobiecie” ;) Pzdr Aniado Ps. Już kilka razy miałam zamiar upiec rybę w soli, ale na ogół kończyło się na braku możliwości nabycia naprawdę świeżej ryby w pewnej stolicy państwa UE…

  9. autor goscinny pisze:

    dziękuję bardzo za pochwały :) Strasznie mi miło i przyznam ego ledwo się mieści w mieszkaniu ;)
    Co do świeżej ryby to faktycznie to może być problem, to co czasem leży w hipermarketach woła o pomstę do nieba. W moim rodzinnym mieście na rynek przyjeżdżają handlarze z Kołobrzegu, może masz podobny rynek gdzieś w pobliżu? A zimą też trochę mniejszy strach. W sumie zamiast dorady może być też flądra albo dorsz byle się zmieściło do piekarnika (tylko soli trzeba będzie więcej)
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję :)

  10. Magda K. pisze:

    świetny wpis :) rewelacja i ile w tym prawdy :) ja miałam przed walentynkowy obiad i też się działo :) pozdrawiam gorąco i szacun dla autora wpisu

  11. kasia pisze:

    Pysznych i szczesliwych Walentynek! ;):):)

  12. Usagi pisze:

    Obawiam się, że jednak męski troglodyta mógłby mieć z tym problem… najpierw trzeba by mu wytłumaczyć, co to jest naczynie żaroodporne i jak się obsługuje piekarnik :))

    Fajny przepis opisany ze swadą, a ta ryba naprawdę wesoła była :)

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s